sobota, 21 lipca 2012

Rozdział 45 - "Często, aby stało się to, czego pragniemy, trzeba tylko przestać robić to, co robimy"


- Ada na pewno dobrze się czujesz? – spytał mnie Jay po raz kolejny w dniu ślubu Kim i Izzy’ego.
- Tak kochanie – odpowiedziałam po raz kolejny
- Bo blado strasznie wyglądasz – stwierdził wiążąc krawat
- Ale nic mi nie jest – powiedziałam zapinając kolczyki
- Ale martwię się o moje dwa skarby – powiedział
- Wiem kochanie – powiedziałam i pocałowałam go w policzek, co spowodowało, że na jego policzku został czerwony ślad od szminki
- Ada jak ja wyglądam – powiedział ze śmiechem
- Bardzo ładnie – odpowiedziałam również ze śmiechem i zaczęłam ścierać czerwoną szminkę z jego policzka
- Tylko pamiętaj będziesz chciała wrócić do domu, źle się czuć masz mi zaraz powiedzieć – dawał mi kolejne nauki w ciągu całego dnia
- Tak Jay pamiętam – powiedziałam znudzona już
W końcu oboje byliśmy gotowi do wyjścia. Do kościoła wiózł nas mój tata. I on oczywiście zaczął mi prawić morały, ale znalazłam gdzieś w swojej głowie taki czerwony przyciski. Wcisnęłam go i się wyłączyłam. Czyli jednym słowem przestałam go słuchać. Bo ileż można słuchać jednego i tego samego.
Ślub był jak marzenie. Kim wyglądała ślicznie w kremowej sukni odciętej pod biustem, która w pewnym sensie zakryła jej widoczny już brzuszek. Oczywiście ja i Jay nie zostaliśmy do końca imprezy, ponieważ nogi zaczęły mnie boleć oraz zachciało mi się spać. Kim i Izzy to zrozumieli i pozwolił nam wyjść.
- Mam złą wiadomość – powiedział do mnie Jay, którego dnia po ślubie
- Jaką? – spytałam poprawiając się na kanapie
- Jadę w 5 miesięczną trasę – powiedział
- Gdzie? – spytałam
- Ameryka
- Ale… - zaczęłam
- Kochanie ja tez tego nie chce – powiedział siadając obok mnie i przytulając mnie do siebie – Ale taka moja praca – dodał po chwili
- Wiem – odpowiedziałam zrezygnowana
- Kochanie, ale nie smuć się – poprosił
- Kiedy wylatujecie?
- Jutro
- Kiedy? – spytałam dla upewnienia się
- Jutro
Ja już nic się nie odzywałam. Przestało mi się to wszystko podobać. Jay o wszystkim dowiadywał się w ostatniej chwili, co powodowało, że od czasu do czasu się sprzeczaliśmy. Co prawda sprzeczki, kłótnie są w małżeństwie potrzebne, ale przecież wszystko ma swoje granice? No, ale co mogłam zrobić? Musiałam go puścić. Taka jest jego praca, którą kocha i wykonuje z wielką radością, zaangażowaniem, pasją. Uwielbiałam patrzeć na jego uśmiechniętą twarz podczas koncertów. Wydawał się taki szczęśliwy. Zresztą w każdym wywiadzie podkreślał, że jest szczęśliwy, bo robi to, co lubi i ma w końcu przy sobie kobietę, którą kocha ponad własne życie. A kiedy ja byłam szczęśliwa? Kiedy on był obok mnie. Gdy uśmiechał się. Gdy mnie przytulał. Gdy mnie całował. W jego ramionach czułam się bezpieczna. Wiedziałam, że on nie pozwoli mi ani naszemu dziecku zrobić krzywdy.
- Kochanie, ale uśmiechnij się – powiedział
- Nie, bo ty mnie zostawiasz – powiedziałam
- Ale ja nie chcę Cię zostawić – dodał
- Wiem – odpowiedziałam i przytuliłam się do niego mocno.
Zapach jego perfum powodował, że zapominałam o całym świecie. W końcu zmęczona zasnęłam.
- Tylko proszę nie przemęczaj się – powiedział na lotnisku, kiedy się żegnaliśmy
- Dobrze. Będę o siebie dbać – obiecałam
- Ja myślę. Jak wrócę to chcę Ci ujrzeć całą, zdrową z dużym brzuszkiem gotową do porodu – powiedział
- Albo z maleństwem na rękach – dodał Chris, za co oberwało mu się od Jay’a.
- Ty duży nie bij mojego Chris’a – powiedziała Patka i udała, ze chce się bić z Jay’em
- O matko. Ja wywieszam białą flagę. Ja się jej boję – powiedział Jay i wszyscy zaczęliśmy się śmiać
- Cykor – stwierdziła Patka, za co Jay popsuł jej fryzurę i uciekł w stronę odprawy paszportowej
- To, co dziewczynki teraz mamy dla siebie 5 miesięcy – stwierdziła Kim
- Ty… Ty masz męża – pogroziła jej Patka palcem
- A Tobie co? – spytałam zdziwiona
- A co ma być? Jestem szczęśliwa – odpowiedziała
- Ale Chris wyjechał – Paula
- Ale poprosił mnie o rękę – powiedziała najspokojniej w świecie.
Wszystkie oczywiście zaczęłyśmy jej gratulować. No proszę. Ten cichy i nieśmiały Chris poprosił moją Patrycję o rękę.
***
Jedyne, kiedy chłopcy wrócili do nas to na święta. I to tylko na 3 dni, bo potem znowu lecieli do Ameryki. Nie była to pocieszająca myśl, ale rodzeństwo Jay’a i jego rodzice, u których spędzałam te święta nie pozwolili mi długo się smucić.
Podczas nieobecności chłopaków nie działo się nic ciekawego oprócz tego, że Kim urodziła śliczną córeczkę, którą nazwała po konsultacji z Izzy’m – Anastazja. Najciekawsze było to, że malutka urodziła się w walentynki. Izzy podobno był wściekły, że nie mógł być przy narodzinach córki. Podobno nie szło go uspokoić. Córeczka państwa Gallegos’ów była śliczna. Miała duże brązowe oczy.
- Czuję, ze będzie mieć kręcone włosy. Tak jak Ty – powiedziałam trzymając mała pannę Gallegos na rękach
- Ale będzie śliczna już Ci to możemy powiedzieć – dodała Patrycja
- Wiem – odpowiedziała skromnie Kimberley, co spowodowało u wszystkich wybuch śmiechu
- Izzy dzwoni? – spytała Paulina
- Jasne. Codziennie. Kilka razy dziennie. Bardzo chciałby wrócić do domu, ale menagerowie mu nie chcą pozwolić, bo muszą przypomnieć Ameryce, że ktoś taki jak US5 istnieje.
- Podobno Izzy’ego z tego powodu nosi – do rozmowy wtrąciła się Kamila
- Tak to też słyszałam. Podobno chce, chociaż jeden dzień, no góra dwa, a oni nie chcą mu go dać – stwierdzałam
- No cóż poradzisz? Nic. Taka ma pracę – powiedziała świeżo upieczona mama i wzięła swoją córeczkę położyła spać.
***
Kolejne miesiące minęły. Ja przygotowywałam się do porodu. Urządzałam pokój małej istotki. Wiedziałam, że urodzę małego chłopca, dlatego pozwoliłam już umalować pokój żeby potem nie śmierdział tak farbą.
Nadszedł dzień 13 maja. Zawsze będę pamiętać ten dzień. W tym dniu urodziłam moje pierwsze dziecko. Małego Kacpra. O  dziwo Jay był jednak przy mnie. Podobno zdążył w ostatniej chwili wpaść na salę. Myślałam, że zemdleje, ale okazało się, że jest bardzo dzielny. Trzymał mnie za rękę.
- Byłaś dzielna – powiedział całując mnie w czoło, kiedy już siedzieliśmy to znaczy on siedział ja leżałam w Sali i czekaliśmy aż pielęgniarka przyniesie nam nasze małe szczęście
- Cieszę się, że byłeś ze mną – powiedziałam z uśmiechem
Dalej nie mogliśmy rozmawiać, bo do Sali wszedł lekarz.
- Coś nie tak z małym? – spytałam przestraszona
- Nie z dzieckiem wszystko dobrze. Śpi aktualnie. Bardziej martwią mnie pani wyniki od początku ciąży – powiedział
- Jakie wyniki? – spytał Jay
- Wszystkie. Przejrzałem je i zobaczyłem, że podczas ciąży często pani chorowała
- Tak to prawda – zgodziłam się
- Była pani bardzo słaba i ostatnie dwa miesiące spędziła pani w szpitalu
- To też się zgadza
- Właśnie dodatkowo te krwotoki z nosa – powiedział
- O czym pan mówi? – spytał Jay
- Pana żona od początku źle znosiła ciąże. Ale bardzo obawiają mnie te choroby, które na szczęście nie wpłynęły na rozwój dziecka oraz krwotoki z nosa. Zostanie pani jeszcze kilka dni na dodatkowe badania – powiedział lekarz i wyszedł
- Ada, co to ma znaczyć? Dlaczego ja o niczym nie wiem? – spytał
- Bo nie chciałam Cię martwić – powiedziałam
- Teraz to ja się martwię dużo bardziej niż gdybym dowiedział się o tym przez telefon
Ja nic nie odpowiedziałam. Milczałam. Zastanawiałam się, co będzie dalej. Co wykażą badania. 

Rozdział 44 - "Miłość to jedyna siła, która zmienia wroga w przyjaciela"


Jay usiadł wystraszony na kanapie.
- Mów, co się stało – powiedział
- Byłam dziś u lekarza – zaczęłam, ale nie skończyłam, bo ktoś mi przerwał
- I co? – pytał coraz bardziej zaniepokojony
- Jestem w ciąży – powiedziałam na jednym wdechu
Obserwowałam jego twarz, przez którą przechodziły zmienne emocje. Zaczynając od strachu przechodząc przez niedowierzanie a skończywszy na szczęściu. Po chwili wstał i wziął mnie na ręce i zaczął kręcić.
- Przestań wariacie – powiedziałam ze śmiechem trzymając się mocno szyi Jay’a abym nie spadła
- Nawet nie wiesz jak się cieszę – powiedział stawiając mnie na podłodze
- Ja też się cieszę – powiedziałam z uśmiechem, a on dotknął delikatnie mojego brzuszka, a po chwili powiedział:
- I pomyśleć, że tutaj będzie rozwijało się nasze dziecko
- Nasze kochane maleństwo – powiedziałam i położyłam rękę na ręce Jay’a.
***
- W ciąży? – spytała zaskoczona mama
- Tak mamo w ciąży – powiedziałam najspokojniej w świecie
- Ale… Przecież… Ale…  - moja mama najzwyczajniej w świecie nie wiedziała, co powiedzieć
- Co ale? Co przecież? Co ale? Jesteśmy małżeństwem to chyba normalne, że ze sobą sypiamy – powiedziałam
- Ja zawsze wiedziałam, że ona pierwsza zostanie matką – stwierdził mój brat ze śmiechem i zaczął mi gratulować.
Kochany brat, który zawsze był przy mnie. W każdej trudnej chwili, w każdym trudnym momencie mojego życia, na każdym skrzyżowaniu, kiedy myślałam, w którą stronę iść. Nigdy nie pozwalał mi zrobić kroku w tył. Zawsze popychał mnie do przodu. I teraz też. Był mi najbliższą osobą od rozwodu rodziców.
- Ja też się cieszę, ale uważam, że jest za młoda na dziecko i na zakładanie rodziny – powiedziała mama
- Mamo… A ja uważam, że to najlepszy czas – powiedziałam z wrodzoną sobie upartością
- No już dobrze. Nie denerwuj się, bo nie możesz. W końcu dziecko musi mieć spokój – powiedziała mama pojednawczo, a po chwili dodała – A jak nazwiecie maleństwo?
- Jak będzie dziewczynka to Zuzanna, a jak chłopiec to Kacper – odpowiedziałam
- Ładnie – stwierdził mój brat
- A Ciebie weźmiemy na ojca chrzestnego – dodałam
- A ja już Wam mówię, że się zgadzam – stwierdziło Bartek z uśmiechem
- No jak miło – powiedziałam i skończyłam pić herbatę, bo z kawą pożegnałam się na najbliższe miesiące.
Teraz muszę zacząć o siebie jeszcze bardziej dbać. Ubierać się odpowiednio, jeść zdrowe rzeczy, zero kawy, imprez. Na początku mnie to przeraziło, ale gdy wszystko sobie przemyślałam, wyobraziłam przyszłość doszłam do wniosku, że wszystko wynagrodzi mi to maleństwo, którego się spodziewam. Gdy będę widzieć jak stawia pierwsze korki będę najszczęśliwsza na świecie, gdy będę słyszeć jak wymawia pierwsze słowa również będę najszczęśliwsza na świecie. Najbardziej cieszyło mnie to, że jest to dziecko Jay’a i moje. Że jest to nasz malutki skarbek. Nasz kochany upragniony skarb.
Mijały minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące. Wszystko działo się strasznie szybko. Co prawda menagerowie Jay’a i zespołu nie byli zadowoleni z jego ślubu, a następnie z wiadomości, że zostanie ojcem, (z której on był dumny), ale na szczęście nie kazali mu opuścić zespołu.
Zaczęliśmy zastanawiać się nad wyglądem pokoju dla dziecka. I stwierdziliśmy, że będzie on zielony, jeśli będzie to chłopiec, a jeśli dziewczynka to żółty. Wiedzieliśmy oboje, że standardem jest to, że dla chłopca niebieskie, a dla dziewczynki różowe, ale nam wydało się to zbyt oklepane.
- Jak się ma nasze maleństwo? – spytał Jay kładąc rękę na brzuszku pewnego wieczora, gdy dość wcześnie wrócił do domu
- A dobrze – odpowiedziałam z uśmiechem i przytuliłam się do niego
- Już nie mogę doczekać się, kiedy będzie z nami – powiedział tuląc mnie do siebie
- Jeszcze 5 miesięcy – stwierdziłam z uśmiechem
- Szybko zleci jak te 4 – Jay
- Wiem.
Nagle drzwi do naszego domu otworzyły się i do mieszkania wpadł zespól z dziewczynami.
- Witamy nasze kochane gołąbki – powiedział Izzy i usiadł na fotelu
- A miało być tak miło – stwierdził Jay szeptem
- Wiecie, co dawno Was nie widzieliśmy – stwierdził Izzy
- Serio? – spytałam
- No wiesz Jay’a widzę codziennie i nie wiem czy się z tego cieszyć czy płakać, ale Ciebie to nie widziałem dobre dwa tygodnie – stwierdził Izzy
- Tragedia – powiedziałam i zaczęłam udawać, że się tym przejęłam
- Nawet wielka – dodała Kamila
- A gdzie masz chłopaka? – spytałam
- Rozstaliśmy się – odpowiedziała i spojrzała na Mikel’a, który był zajęty rozmową z moją siostrą, która również przyszła.
Zauważyłam, że od pewnego czasu oczy Mikel’a znowu się śmieją, błyszczą jak gwiazdy na niebie. A sam Jay mówił, że chyba kogoś poznał, bo często znika wieczorami i wraca późno w nocy cały rozpromieniony. Czyżby Mikel zakochał się w mojej siostrze? Możliwe. W sumie to pasowaliby nawet do siebie.
- Przykro mi – powiedziałam, ale tak naprawdę to wcale nie było mi jej żal.
Miała to, co chciała. Zostawiła super faceta, dla jakiegoś kolesia, z którym się przespała. I teraz pewnie chce wrócić do Mikel’a. No chyba żartuje. Mam nadzieję, że on nie będzie na tyle głupi i do niej nie wróci, bo nie zasługuje na cierpienie.
- Ada jak się czujesz? – spytała Patrycja
- A wiesz wspaniale – powiedziałam i wstałam
- A Ty gdzie idziesz? – spytał Chris
- Zrobić wam herbatę – odpowiedziałam
- A siedź Ty na miejscu i się nie ruszaj. Ja ją zrobię – stwierdził Izzy i udał się do kuchni
- A jemu, co? – spytałam
- Wczuwa się w role ojca – odpowiedziała, Kim, która była w 6 miesiącu i jej brzuszek był coraz bardziej widoczny
- Siadaj – powiedział Jay i posadził mnie na swoich kolanach
- A tak ogólnie to, co Was do nas sprowadza? – spytałam, kiedy już Izzy wrócił z herbatami i ciastkami
- A wiesz mamy dla Was zaproszenie – powiedziała Kim
- Na nasz ślub – dodał Izzy i wręczył nam kopertę
- Za dwa tygodnie – powiedziałam czytając zaproszenie
- Wiemy, że późno informujemy, ale tak jakoś wyszło – Kim zaczęła się usprawiedliwiać
- Przestań. Nie tłumacz się. – powiedziałam z uśmiechem
I tym sposobem druga para stanie na ślubnym kobiercu. 

Rozdział 43 - "Tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia i powiedz, że kochasz"


- Izzy – zaczęła Kim leżąc u niego na łóżku
- Słucham kochanie? – spytał chłopak nie odrywając wzroku od monitora, ponieważ w tym momencie odpisywał na e-maile
- A jak nazwiemy nasze maleństwo? – spytała
- Jak będzie chłopiec to Ty coś wybierzesz, a jak dziewczynka to będzie Anastazja – powiedział
- Anastazja ładne imię – stwierdziła Kimberley przeglądając jakąś gazetę
- Wiem, bo ja wybierałem – powiedział ze śmiechem
- Izzy
- Tak Kim? – spytał Izzy
- A gdzie my będziemy mieszkać? – spytała całkiem poważna dziewczyna
 - Też się nad tym zastanawiałem
- I do czego doszedłeś mój kochany geniuszu? – spytała Kim przytulając się do Izzy’ego, który usiadł obok niej
- Pomyślałem, że możemy kupić mały domek na obrzeżach miasta. Co Ty na to? – spytał chłopak
- Jestem za – odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem
- Aha. I jest jeszcze coś – powiedział chłopak
- Co takiego? – spytała dziewczyna
Izzy wyciągnął z kieszeni malutkie pudełeczko w kształcie serduszka. Otworzył je. Oczom dziewczyny ukazał się piękny pierścionek.
- Wyjdziesz ze mnie? – spytał Izzy patrząc swojej dziewczynie prosto w oczy.
Ona tylko rzuciła mu się na szyję.
- Tak – odpowiedziała w końcu, kiedy udało jej się opanować emocje.
Chłopak założył jej pierścionek na palec i obdarował namiętnym pocałunkiem.
I tym sposobem następna para zaczynała myśleć nad datą ślubu, gośćmi, salą itp.
****
- Jay a kiedy przyjeżdża Twoja rodzina? – spytałam, gdy spacerowaliśmy w dzień przed naszym ślubem po ulicach Berlina.
- Już jest – odpowiedział
- To, dlaczego ja o tym nic nie wiem? – spytałam lekko oburzona
- A zapomniałem Ci powiedzieć – odpowiedział mi z uśmiechem i mnie pocałował
Całowalibyśmy się pewnie dłużej gdyby ktoś nam nie przeszkodził, a mianowicie brat Jay’a.
- Słuchaj brat ja wiem kochasz ją, ale czy musisz to robić na środku ulicy? – spytał ze śmiechem Kamran i zaczął się z nami witać
- Wiesz jakoś nie mogłem się powstrzymać – rzekł ze śmiechem Jay, kiedy przywitał się również z Yasmin, bo i ona towarzyszyła swemu bratu na spacerze.
- A gdzie rodzice? – spytałam z uśmiechem
- Odsypiają lot – powiedziała Yasmin, a po chwili spytała – A wy, co tu robicie?
- A spacerujemy sobie. Wiesz nie długo będę musiał ją odstawić do domu koleżanek i spędzić samotną noc – odpowiedział smutny Jay, co wywołało u nas wybuch śmiechu
- To wiesz Yasmin wzięła ze sobą misia może Ci go odstąpi na jedną noc – stwierdził ze śmiechem Kamran, ale chyba pożałował swojej wypowiedzi, bo zarówno Jay jak i Yasmin postanowili popsuć swojemu bratu fryzurę, nad która pracował chyba dobre dwie godziny
            - No nie powiem, ale teraz wyglądasz bardzo sexy – stwierdziła Yasmin śmiejąc się
- I to się nazywa kochające rodzeństwo – powiedziałam
- Bardzo kochające. A teraz wybaczcie, ale idę tą panią…
- Pannę – poprawiłam go
- Oj już nie długo panią odstawić do mieszkania gdzie spędzi następne kilka godzin, aż do dnia naszego ślub – powiedział Jay i ruszyliśmy w stronę mieszkania moich przyjaciółek
***
I nadszedł ten wielki dzień. Dzień, na który czekałam już od dawna. Dzień mojego ślubu. Siedziałam właśnie w swoim starym pokoju w samym szlafroku z mokrymi włosami. Zaraz Patrycja miała zacząć mi pomagać się naszykować. Stałam przy oknie. Patrzyłam na tych wszystkich ludzi, którzy dziś najspokojniej na świecie chodzili sobie po mieście. Jedni sami, a inni z rodzinami. Wszystko wydawało się być takie normalne, zwyczajne. A jednak. Dla mnie to było spełnienie marzeń. To ja miałam tego dnia grać na pierwszym planie. To ja miałam wyglądać jak księżniczka. To ja miałam być szczęśliwa. To ja miałam zostać panią Khan, a nie jakaś inna dziewczyna.
- Ada zaczynamy się szykować – powiedziała Patrycja wchodząc do mojego pokoju
- Nie ma rodziców moich? – spytałam
- Nie ma – odpowiedziała
Odwróciłam głowę i ponownie spojrzałam w okno. Jednak nie przyjechali. Jednak stwierdzili, że mają tylko jedną córkę. Mnie skreślili.
- Ada chodź. Na pewno przyjadą pod kościół – powiedziała Patka i zaczęła wyjmować moją suknie ślubną z pokrowca.
Zaczęła mnie szykować. Włosy lekko podkręciła. Zrobiła delikatny makijaż. Wszystko wyglądało wspaniale.
- Gotowa? – spytał mój brat, który był moim świadkiem
- Tak – odpowiedziałam biorąc bukiet białych róż do rąk
- I nie denerwuj się – poprosił, a następnie pocałował mnie w czoło
- Postaram się – powiedziałam
Pod blokiem czekała już na mnie biała limuzyna. Jay miał czekać w kościele.
- Ada wiesz, że rodziców raczej nie będzie? – spytał niepewnie Bartek
- Tak wiem – odpowiedziałam
Dalej jechaliśmy w milczeniu. W końcu byliśmy na miejscu. Pod kościołem było wiele osób, które czekały na mnie. Rozejrzałam się i zobaczyłam, ze mój tata idzie w moją stronę. Uśmiechnęłam się lekko, a on mnie przytulił do siebie. Tego mi właśnie brakowało. Tego jego przytulenia.
- Bądź szczęśliwa – powiedział i stanął obok mnie. Postanowił mnie wprowadzić do kościoła.
W końcu popłynęły pierwsze takty marsza weselnego. Kroczyłam środkiem kościoła. Wszyscy patrzyli tylko na mnie. Widziałam uśmiechniętą twarz Jay’a. Zaczęła się uroczystość. Głos mi się łamał, gdy wypowiadałam słowa przysięgi małżeńskiej. Pojedyncza łza szczęścia spłynęła mi po policzku, ale Jay ją zaraz szybko otarł.
Potem pojechaliśmy na salę, gdzie miało odbyć się wesele.
- Już teraz jesteś panią Khan – powiedział Jay z uśmiechem, kiedy tańczyliśmy swój pierwszy taniec
- I to bardzo szczęśliwą – powiedziałam z uśmiechem
- Ale ja jestem jeszcze bardziej szczęśliwy niż ty – rzekł i mnie pocałował
- Zięciu wybacz, ale należy mi się jeden taniec z moją córkę – przerwał nam mój tata.
Sama nie wiedziałam, co o tym myśleć. Nagle zrobił się bardzo miły dla mnie i dla Jay’a. Jay zostawił nas, a sam poszedł zatańczyć ze swoją siostrą.
- Przepraszam Cię – powiedział tata
- Nie gniewam się. Ważne, że oboje z mamą jesteście – powiedziałam z uśmiechem
- Po prostu martwiliśmy się o Ciebie. Dopiero Bartek nam wszystko powiedział, że jesteś bardzo szczęśliwa i nie powinniśmy Jay’a skreślać.
- Cieszę się – odpowiedziałam z uśmiechem
Noc minęła równie szybko jak się zaczęła. Wszystko było wspaniałe.
***
Od dnia ślubu minął miesiąc. A ja czułam się coraz gorzej. Prawie cały czas leżałam w łóżku. Jay i reszta bardzo się o mnie martwili. Ale pewnego dnia, gdy poczułam się trochę lepiej postanowiłam udać się do lekarza.
- Kochanie byłaś u lekarza? – spytał Jay, gdy wrócił do domu
- Tak i musze Ci coś powiedzieć… - zaczęłam. 

Rozdział 42 - "W rytm wolnej muzyki wzbijam się na skrzydłach miłości"


Minęły 3 tygodnie. Miałam masę spraw na głowie związanych ze ślubem. Wychodziłam rano i wracałam wieczorem. Nie miałam siły sprzątać nawet mieszkania, a wyglądało ono tragicznie. Gdzie niegdzie pojawiły się pajęczyny, kurz na meblach był dość gruby.
- Boże ile czeka mnie sprzątania – powiedziałam sama do siebie ostatniego dnia, kiedy to wieczorem chłopcy mieli wrócić, a ja miałam pierwszy dzień wolnego.
Nie pozostało mi nic innego jak zacząć sprzątać. Pranie, sprzątanie, prasowanie wszystko zajęło mi cały dzień, ale z dumą mogę stwierdzić, że mieszkanie wyglądało tak jak 3 tygodnie wcześniej. Zmęczona usiadłam na kanapie i zaczęłam oglądać telewizję. W końcu sprzątałam cały dzień i stwierdziłam, że odpoczynek mi się należy, a obiadu nie będę gotować najwyżej coś zamówimy. Nawet nie wiem, kiedy ze zmęczenia zasnęłam. Obudziłam się rano okryta kocem, telewizor był wyłączony. Rozprostowałam kości, oczywiście wszystko mnie bolało po nocy spędzonej na kanapie, ale jakoś ruszać się mogłam. W mieszkaniu panowała kompletna cisza, ale fakt, że byłam przykryta kocem świadczył, że ktoś w nocy był. Złożyłam koc i zaczęłam poszukiwać nikogo innego jak Jay’a i znalazłam go w naszej sypialni. Spał. Najzwyczajniej w świecie spał. Podeszłam po cichutku do niego i poprawiłam mu kołdrę, a następnie zniżyłam rolety, żeby słońce, które od dawna zapewne było na horyzoncie nie obudziło go, gdy znajdzie się w tym miejscu, że zacznie padać na jego twarz. Wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni coś zjeść.
***
- Wstawaj śpiochu! – krzyczał Richie budząc swoją dziewczynę, a zaznaczę, że była godzina 11
- Richie spadaj i daj mi spać – powiedziała dziewczyna chowając głowę pod poduszkę
- Że jak? Spadaj? O nie – stwierdził i poszedł do łazienki nalał wody do wanny poczym wrócił do łóżka dziewczyny, ściągnął z niej kołdrę, wziął na ręce, zaniósł do łazienki i wrzucił do wanny z letnia woda.
- Richie! – krzyknęła dziewczyna wychodząc z wanny i ociekając woda
- Tak kochanie? – spytał uśmiechając się i pokazując rząd bielutkich zębów
- Nie żyjesz! – krzyknęła dziewczyna i zaczęła chłopaka gonić po całym mieszkaniu
- Ty mała wredna istoto – mówiła
- Że wredna to się zgodzę, ale że mała to tak nie do końca – stwierdził i złapał ją, a po czym pocałował.
Dziewczyna postanowiła to wykorzystać i przytuliła się mocno do niego jednocześnie odwzajemniając pocałunek, co spowodowało, że chłopak był cały mokry
- I kto tu jest wredną małą istotą? – spytał blondyn
- Oczywiście, że Ty – stwierdziła Paulina i poszła do pokoju przebrać się
Gdy już blondynka doprowadziła się do stanu używalności codziennej postanowili zjeść śniadanie. Chyba warto dodać, że reszta jeszcze smacznie spała.
- I po co Ty mnie tak wcześnie budziłeś? – spytała
- Bo się za Tobą bardzo stęskniłem – odpowiedział chłopak i zaczął karmić dziewczynę bułką z dżemem, co spowodowało, że raczej ten dżem przyozdobił twarz dziewczynę, a nie wylądował w jej brzuchu
- Wiesz co? – spytała dziewczyna śmiejąc się
- Nie wiem – odpowiedział chłopak
- W życiu nie pozwolę Ci karmić naszych dzieci – powiedziała i zaczęła się jeszcze bardziej śmiać, a gdy już się uspokoiła to dopowiedziała – bo jak ty masz je tak karmić to one pomrą z głodu
Blondyn również zaczął się śmiać.
- A wam, co tak śmieszno? – spytała Patrycja gdy weszła do kuchni, a gdy zobaczyła Paulę ubrudzoną dżemem to wybuchła niepohamowanym śmiechem
- Nie ładnie śmiać się z przyjaciółki – upomniała ją Paula
- Paula nie umiałaś trafić bułką do buzi? – spytała Patrycja
- Nie to Richie nie umie karmić – Paula
- Nie to ona nie umie usiedzieć na miejscu – stwierdził chłopak
- Jasne to on ma problemy z trafianiem w punkt
- Nie to ona się wierci jakby miała robaki w tyłku i się cały czas śmieje
- Wariaci – skomentowała to tylko tak dziewczyna i zaczęła się brać za przygotowanie własnego śniadania
***
Ja siedziałam w kuchni i jadłam płatki z mlekiem. W sumie to zastanawiałam się, o której Jay przyjechał, ale musiało to być późno skoro śpi do tej pory, a zresztą musi odespać tą cała trasę.
- Cześć kochanie – powiedział wchodząc do kuchni i witając się ze mną buziakiem w policzek
- Już wyspałeś się? – spytałam z uśmiechem
- Tak – odpowiedział i zaczął robić sobie śniadanie.
To mi też podobało się Jay,’u, że nie wymagał ode mnie robienia sobie śniadania, obiadu czy kolacji. Po prostu sam to robił, a czasami nawet wyręczał mnie, ale nigdy mi tego nie wypomniał.
- O której wróciłeś? – spytałam, gdy już siedział przy stole i jadł śniadanie
- Po 12 w nocy – odpowiedział
- To ja już dawno spałam – stwierdziłam
- Wiem. Przykryłem Cię kocem i wyłączyłem telewizor, a następnie sam poszedłem spać
- Dziękuje – powiedziałam i obdarowałam go buziakiem w policzek
- A nie ma, za co kochanie – odpowiedział z uśmiechem
- A jak było w trasie
- Ogólnie to dobrze. Wiesz koncerty, wywiady, spotkania z fanami to jest to, co lubię, ale brakowało mi tam czegoś – powiedział i posadził mnie sobie na kolanach
- Czego? – spytałam, chociaż już podejrzewałam, jaka będzie odpowiedź
- Ciebie – odpowiedział
- Też za Tobą się stęskniłam – powiedziałam i go pocałowałam
- Ja za Tobą też bardzo – odpowiedział i odwzajemnił pocałunek
Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę. Jego ręce powędrowały pod moją bluzkę, a moje błądziły po jego nagich plecach. Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Delikatnie jakbym była kwiatem położył mnie na łóżku, a sam delikatnie na mnie usiadł. Całowaliśmy się nadal. Czułam jego pocałunki na moich ustach, policzkach, szyi oraz także dekoldzie. W końcu zdjął moją bluzkę. Jego ręce zaczęły masować mój brzuch. Pozbawiał mnie ubrań, a ja jego bokserek, które miał tylko na sobie. Nasze ręce błądziły po naszych nagich ciałach. Poznawaliśmy się na nowo. Każdy jego pocałunek, dotyk działał na mnie jak wiadro zimnej wody. Przechodziły mnie dreszcze. W końcu spojrzeliśmy sobie w oczy. Wyczytałam w nich pytanie, na które odpowiedziałam tylko twierdzącym kiwnięciem głowy. Jay był delikatny. Wiedział, że to mój pierwszy raz, ale był on wspaniały, bo stało się to z mężczyzną moich marzeń.
Leżeliśmy wtuleni w siebie okryci tylko satynowym prześcieradłem. Jay kciukiem gładził moje nagie ramie. Ja miałam głowę na jego torsie. Czułam jak jego serce bije. Biło jak szalone.
- Jesteś wspaniała – powiedział do mnie i pocałował mnie w czoło
Ja tylko odpowiedziałam z uśmiechem i zamknęłam oczy. Cieszyłam się chwilą. Teraz byłam pewna, ze ja i Jay należymy tylko do siebie. Że on i ja, ja i on to jedność. Jedność, której nikt nie rozbije, że to uczucie, które nas łączy jest za mocne. Że oboje będziemy bronić naszego uczucia i naszego związku przed osobami trzecimi. Że stworzymy wspaniałą rodzinę, że będziemy żyć długo i szczęśliwie. Zasnęłam z uśmiechem na ustach. Zasnęłam szczęśliwa i spełniona.
Gdy obudziłam się za godzinę. Jay’a nie było już przy mnie. Owinięta w satynowe prześcieradło podszedłem do szafy i wybrałam jakieś ubranie, po czym udałam się do łazienki. Gdy już byłam gotowa zaczęłam szukać mojej zguby. Znalazłam go w studiu nagraniowym. Coś majstrował przy tych swoich śmiesznych guziczkach. Podeszłam do niego od tyłu. Objęłam rękoma jego szyję, a swój policzek przytuliłam do jego policzka. On tylko się uśmiechnął.
- Nad czym znów pracujesz? – spytałam
- A staram się dobrać muzykę do jednej piosenki – powiedział
- A to ja Ci nie pomogę i nie będę raczej przeszkadzać – stwierdziłam i już chciałam zostawić go w spokoju, gdy on nie pozwolił mi zmienić pozycji.
- Zostań. Przecież nie powiedziałem, że mi przeszkadzasz. Wręcz przeciwnie. Chce żebyś została. Chce nacieszyć się Tobą, bo przez okres trasy bardzo się za Tobą stęskniłem – powiedział.